„Licho nie śpi”. Ale czym jest to ,,licho”?

Artykuł autorstwa Kuby Wójcika.

Kultura słowiańska, a szczególnie jej demonologia, jest starsza, niż oficjalne Królestwo Polskie. Ludzie w tamtych czasach, żeby wytłumaczyć sobie różne zjawiska, takie jak pioruny, burze, wiry wodne, czy ostre wiatry na polach wykreowali demony. Nie były to jednak rogate stwory z piekła, ponieważ wtedy nie było jeszcze piekła jako katolickiego miejsca potępienia. Diabły to w dzisiejszym znaczeniu duchy i istoty magiczne wszelakiej maści. Niektóre z nich przeniknęły później do kultury współczesnej, jak rusałki, wodnik, czy właśnie wspomniane w tytule licho. Tak więc czym to licho jest?
Najprościej powiedzieć: licho to skrzat, tylko panoszy się po domu. Teraz jednak należy wytłumaczyć czym jest skrzat. Skrzat to taki mały, trochę brzydki stworek z uszami lekko szpiczastymi. Mniej więcej taki, jak jego popularny obraz w fantastyce współczesnej. Jego miejscem, do którego należy i którego nie opuszcza (jak każdy demon słowiański) jest las. W tym lesie skrzat czeka na podróżnika, po czym myli mu drogę i śmieje się z niego w krzakach. Ewentualnie może coś podwędzić i ze śmiechem patrzeć, jak podróżnik szuka swojej zguby. To znaczy, że licho to taki skrzat, którego miejscem nie jest las, a czyjś dom. Nic dodać, nic ująć.

Dobrze, to skoro już wspomnieliśmy o miejscu do którego demony się przywiązują, to rozwińmy ten temat. Dla Słowian żadne miejsce nie było bezpieczne, ponieważ demony pojawiały się i w lasach, i na polach, i w obejściu, i w miastach, czy nawet w samym powietrzu. W lasach były różne demony, jednak nigdy nie były one pochodzenia ludzkiego, jak zmory, czy upiory tylko czysto demoniczne. Działo się tak za sprawą Leszego, znanego inaczej jako Leśny Pan. Każdy las takiego posiadał. Mieszkał w uroczysku lub sercu lasu i stamtąd chronił go przed każdym człowiekiem, bądź demonem natury ludzkiej. Im bliżej serca lasu, tym było groźniej. Leszy mógł pofatygować się sam i porachować kości, bądź wysłać swoją gwardię – wilki i niedźwiedzie.

Oprócz nich w lesie natrafić można było na dziwożony. Słowianie byli w kwestii damskich demonów bardzo konkretni. Mogły być albo piękne albo szkaradne. Dziwożony, należały niestety do tej drugiej grupy. Posiadały typowe, dla słowiańskich demonów, długie, obwisłe piersi, charakterystycznie przerzucone na plecy, całe ich ciało było owłosione, a na dodatek posiadały brody. Ogólnie nie były aż tak niebezpieczne, ale jedną z rzeczy, które miały w zwyczaju robić było podkradanie ludzkich dzieci oraz podmienianie ich na swoje. Po czym poznać, czy dziecko jest podmienione? Przede wszystkim ryczy. Krzyczy w wniebogłosy i płacze. Oprócz tego miały troszkę większe głowy oraz były bardzo niegrzeczne. Jak odzyskać swoje prawdziwe dziecko? Otóż nic prostszego, wystarczy umieścić je na kupie gnoju i smagać rzemieniem, aż się uspokoi.

Innym miejscem, w którym występowały demony płci żeńskiej, były pola. Na polu można było spotkać piękne istoty takie jak rusałki, czy wiły. Te pierwsze to piękne dziewczyny w koszulach, które tańczyły sobie wkoło po polu. Gdy zobaczyły przechodzącego mężczyznę zapraszały go do siebie po czym – uwaga – zagłaskiwały bądź łaskotały aż do śmierci. Niewątpliwie ciekawy sposób żeby umrzeć :) Jeśli dziewczynka urodziła się w tygodniu rusałczym (tydzień przed dzisiejszymi Zielonymi Świątkami), to pewnym było, że po śmierci zostanie rusałką. Z kolei te drugie zapraszały do tańca, po czym tańczyły coraz szybciej. Wiadomo, demon ma nieograniczoną siłę, czy wytrzymałość. Człowiek – nie bardzo, więc po przyłączeniu się do takich wił umierało się z wycieńczenia.

Skoro już jesteśmy przy pięknych demonach, to warto wspomnieć o słowiańskich syrenach – boginkach. Były to piękne nagie dziewczyny, pływające w wodzie i zapraszające ludzi gestami do siebie. Gestami, bo głosu nie miały. Gdy człowiek wszedł do wody, to wiadomo, topiły go i oddawały wodzie, aby się pożywiła i nie umarła. Taka śmierć powodowała, że ktoś stawał się utopcem bądź topielcem. Jednocześnie warto wspomnieć, że topiącej się osoby nie wolno ratować, ponieważ jest to wola Wodnika, opiekuna jeziora czy rzeki, który musi utrzymać wodę przy życiu.

W powietrzu, też można spotkać kilka demonów, takich jak latawce, żmije, czy naganiacze. Więc po kolei. Latawce, to duchy przestępców. Z dołu, wyglądają dość komicznie. Ot leci sobie człowiek, i krzyczy. Leci, a za nim pędzą pioruny. Niby śmiesznie, ale z racji tego, że to duchy przestępców, to celowo lecą nad ludzi i domy. I tu przejawia się ich wredota, oraz powód, dla którego ich nie lubiano. Ognia, rozpalonego przez błyskawicę nie można było ugasić, ponieważ była to wola boża.

Ludzie nie byli jednak sami. Na latawce polowały żmije, które miały za zadanie utrzymywać równowagę. Żmije to przodkowie dzisiejszych smoków. Ogromnie węże ze skrzydłami oraz czterema długimi łapami. Ich siedziskami są skupiska burzowych chmur z których gonią latawce. Pioruny mają tutaj niemałe znaczenie, ponieważ niszczą nie tylko ciało, ale i ducha, więc takie trafienie to dla latawca koniec. Żmije mają swojego przywódcę – Wielkiego Żmija. Jest to największy z nich uosabiany z bogiem zmarłych – Wesylem. W swojej ludzkiej postaci wyglądał on jak człowiek ze skrzydłami, który lata po świecie i spija mleko z piersi kobiet, razem z krwią.

Ostatnim z powietrznych demonów jest naganiacz. Jest to demon, który lata i nagania chmury burzowe. Nie robi poza tym zbyt dużo, ale można zauważyć powiązania między tymi demonamiNaganiacze budują domy dla żmij, które polują na latawce.

Na koniec, warto wspomnieć o demonie, który swoje miejsce znalazł w obejściu ludzkim – biedzie. Tak, biedzie. Wyglądała ona, jak bardzo chuda kobieta. Praktycznie skóra i kości. Nie pokazywała się tak jednak zbyt długo, bowiem gdy upatrzyła sobie jakiegoś człowieka zmieniała się w garnek, dzbanek, monetę, bądź inny przedmiot, a po podniesieniu udawała się z ofiarą do jej domu. W czasie, gdy mieszkała u ofiary z jej domu w tajemniczy sposób znikały pieniądze, czy inne rzeczy. Jak się takiej biedy pozbyć? Wyrzucenie nic nie da, bo wróci, oddanie – to samo. Rozbić tym bardziej nie wolno, bo przeskoczy do innego naczynia i już nigdy się jej nie pozbędzie. No to jak? Otóż należy taką biedę zakopać w lesie, po czym powiedzieć komuś np., że tam w tym miejscu, znajduje się dzban ze złotem. Nieszczęśnik pójdzie zwiedziony skarbem i odkopie dzban.

I to tyle w dzisiejszym artykule. Nie myślcie jednak, że to wszystkie demony, czy chociaż ich jedna dziesiąta – demonologia słowiańska zawiera tysiące takich stworów i istot, wielu z nich wykraczających poza granice wyobraźni. Mam nadzieję, że zachęciłem Was do lepszego poznania, kultury naszych przodków.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>