Wolność, granice i bycie samemu

Generalnie w życiu bym nie powiedział, że coś takiego może się przebić do mainstreamu. Rozumiem- jeżdżenie na rowerze. Siłownia? Okej! Ale bieganie? W życiu! A jednak. Kiedy idziemy parkiem nie sposób nie zauważyć co najmniej kilku osób, które biegają. Nie ma osoby, której chociaż jeden znajomy by nie biegał. Wreszcie- każdy z nas był mocno poirytowany, bo przez centrum naszego miasta biegła akurat trasa jakiegoś maratonu, a my akurat chcieliśmy gdzieś pojechać. Bieganie. Skąd to się wzięło? Dlaczego? Jeszcze rok temu nie rozumiałem.


Obijając się po różnych blogach, zwłaszcza po Kominku co jakiś czas pojawiały się posty, które dotyczyły czegoś związanego z bieganiem. U wyżej wymienionego Kominka robiło to dosyć duże wrażenie, bo dodawał do tego zdjęcia- a biegał nie byle gdzie, bo w Nowym Jorku. Wyglądało to dość imponująco. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie rozumialem o co w tym wszystkim chodzi. Wychodzisz na ulicę, do parku czy gdziekolwiek, masz w ręku (albo na ręku) telefon, który mierzy ci statystyki i dostarcza muzyki, aż wreszcie zaczynasz biegnąć. Nie wiadomo gdzie, byleby tylko przebiec określony dystans, zmieścić się w odpowiednim czasie, czy pokonać swój poprzedni wynik. Patrzyłem na to z boku i sie dziwiłem. Rozumiem, gdyby nastąpiła jakaś zombie-apokalipsa, małpy zyskałyby inteligencję przekraczającą inteligencję człowieka, lub nieznany sprawca w masce klauna goniłby mnie z siekierą- wtedy byłby czas na bieganie. Co więcej- bieganie co sił w nogach. Z tego co widziałem jednak żaden zabójca, zombie ani nawet goryl nie gonił żadnego z biegaczy. Powtarzało się pytanie: Dlaczego oni to robią? Próbowałem czytać w internecie. Znalazłem jakieś dziwne frazesy typu: „biegając czujesz się wolny” , „przekraczasz granice”, „masz czas na bycie sam ze sobą”. Niby przekonujące, ale chyba każdy przyzna, że nic to nie mówi. Przecież te sformułowanie mogłyby być użyte nawet w jakiejś stronie poświęconej masturbacji- też by przeszło.

 

Dzięki takiemu mysleniu stałem się hejterem. Nie mogłem przeboleć, jeżeli ktoś był sympatykiem biegania. Czułem wręcz obowiązek wyśmiania go, powiedzenia jak bardzo według mnie jest to głupie. Do czasu. Do czasu aż odkryłem w domu funkcję lustra. Na początku niedowierzałem, myślałem, że to jakaś szatańska technika, która próbuje przeinaczyć obraz, który powinna odbijać, ale później stwierdziłem, że raczej nie. Ta sympatyczna świnka, która ukazywala się za każdym razem w lustrze, okazała się być mną. Postawiłem sobie więc za cel zmienić to. Urywając ten wątek, jednym z narzędzi do osiągnięcia celu było bieganie…

 

Pamiętam mój pierwszy bieg. Włączyłem aplikację, żeby wiedzieć jakie będą moje wyniki, włączylem muzykę i ruszyłem. To było jedno z najgorszych przeżyć, jakich miałem okazję doświadczyć. Nie pamiętam, kiedy zacząłem nie dawać rady, ale przypuszczam, że było to coś koło 10 sekundy. Może troszkę wcześniej. Czułem się strasznie- miałem wrażenie, że każdy kto tylko na mnie patrzy zaraz wybuchnie śmiechem, byłem dosłownie cały mokry, moje nogi nie wytrzymywały. Przebiegłem całe 3,7 km w… 44 minuty!

 

Od tego się zaczęło, po jakiś 2 tygodniach zniechęcenia zacząłem znowu biegac. Tym razem krótko, co tydzień zwiększając czas biegu. Na początku poszło 20 minut. Bardzo fajnie patrzyło się jak przebiegam coraz więcej podczas biegu. Moja aplikacja na dodatek dawała mi różne medale i odznaczenia za to, że więcej przebiegłem, więc twarz się naprawdę cieszyła za każdym razem. Momentem przełomowym było też 30 minut. Pamiętam też dobrze moje pierwsze 6 km, które stało się normą. W tym czasie 7 km było nieosiągalne. Kiedy zrobiłem je po raz pierwszy i to jeszcze w 45 minut, myślałem o tym chyba przez następne kilka dni.

 

Generalnie plan był taki, żeby biegać tylko przez wakacje. Już w lipcu wiedziałem, że tak nie będzie, bo zwyczajnie spodobało mi się to. I tutaj pojawia się pytanie, które postawiłem na początku- dlaczego? Myślę, myślę i nie umiem wymyśleć odpowiedzi. Może po prostu jest to jedyna sportowa rzecz, w której nie jestem najgorszy? Możliwe. Może faktycznie „czuję się wolny”, „pokonuję ogarniczenia” i „jestem sam ze sobą”? Wątpię. Po prostu fajne jest to, że widze jakieś postępy- każdy kolejny bieg jest szansą pokonania większej trasy i jak już się coś osiągnie, to jest to na pewno fajne uczucie. Mój znajomy, kiedy wylewałem przed nim swój zachwyt spłycił to do stwierdzenia, że po prostu wydzielają się endorfiny w moim organiźmie, dlatego lubię biegać. Jeżeli to ma być powód, dla którego biegam, to muszę przyznać- do najlepszych nie należy. Ale możliwe, że tak jest.

 

Generalnie jak nie przebiegnę się w tygodniu conajmniej 2 razy to czuję się nie swojo. Fajnie się o tym pisze, kiedy się to robi- ale nie łódźmy się, na pewno to za jakiś czas przeminie. Może wtedy, kiedy zobaczę, że jestem w tym tak samo okropny jak w każdym innym sporcie? Możliwe. W każdym razie na razie jest fajnie i jestem w stanie zrozumieć tych, którzy lubią biegać. Trzeba po prostu spróbować. I nie zniechęcić sie przez pierwsze 3-5 biegów. I wtedy będzie fajnie. No i plus jest taki, że jest się przygotowanym na apokalipsę zombie, atak Michela Myersa czy ziszczenie się scenariusza Planety Małp w Katowicach!

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuł. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>